Mariusz: Gość, który z Judo Przeskoczył na BJJ i Nie Żałował! (Chyba)
Sporty walki to nie tylko klepanie maty i pot wylewany na sali, ale też historie, które brzmią jak scenariusz do filmu akcji. Mariusz „Maniek” Kalicki, nasz lokalny bohater z Zamościa (tak na prawdę BJJ w Zamościu od niego się zaczęło), rozpoczął przygodę ze sportami od judo, zahaczył o boks, wdepnął w karate kyokushin, a w końcu znalazł miłość w brazylijskim jiu-jitsu (BJJ). I uwaga – robił to, zanim to było modne. Gotowi na jego opowieść? No to wbijajcie!
Judo i Boks: „Niby OK, ale czegoś mi tu brakuje!”
W czwartej klasie podstawówki Mariusz pomyślał, że judo to będzie to. Nope, nie dla niego. „Dajcie coś, gdzie mogę przyłożyć!” – pewnie tak sobie pomyślał, zapisując się na boks pod okiem śp. trenera Niedźwiedzia. Rok młócenia w worki i sparingów dał mu power, ale kolano powiedziało „spadaj” i zmusiło do przerwy. Klasyka – kontuzja, czyli wróg każdego wojownika.
Rok 1991. Kolega mówi: „Mariusz, chodź na karate kyokushin!”. I tak zaczęła się dekada hardcore’owych treningów pod okiem sempai Wojciecha Zdybla i Jacka Żukowskiego a potem Krzysztofa Polichy. Obozy w COS Wałcz. Egzaminy w Krakowie, gdzie „łomot” był w pakiecie? To były czasy gdzie nie zbierałeś belek na pasie a ewentualnie własny nos albo ucho z maty, kiedy karate to nie były wygłupy w białym kimonie, tylko szkoła życia. Mariusz wspomina: „Inne zasady, inne karate”. Tłumaczenie: bolało, ale było warto. (Chyba)

BJJ: Miłość z Kasety VHS i Raczkującego Internetu
Koniec lat 90. Mariusz wpada na kasetę UFC 1 i gazety typu „Samuraj” oraz „Budokan”. Bum! Oczy mu się świecą, bo odkrywa walki w parterze. W Lublinie, w akademiku przy Zana, trafia na sekcję aikido, gdzie Darek „Fiodor” Breś serwuje pierwsze smaczki brazylijskiego jiu-jitsu. Atmosfera? Jak impreza, tylko z duszeniami. Seminaria z Weltonem Ribeiro (3-krotny mistrz świata, mały, ale wymiatał), Ernandezem z Alliance czy Roberto Atallą, który wręczył Mariuszowi niebieski pas, to były momenty, że szczęka opadała. A Murilo „Ninja” Rua z Chute Boxe? Gość z gal Pride, niemal bóstwo. Wiedza? Z kaset, gazet i rodzącego się internetu. Ale pasja? 100% legit.
Zamość Calling: Budujemy BJJ od Zera
Po powrocie do Zamościa Mariusz nie odpuścił. Żona zaprojektowała ultra-prostą stronę internetową (szacun, to były czasy Geocities!), plakaty poszły w miasto, i voilà – sekcja BJJ ruszyła. Pierwsze treningi? Kilku chłopa, trzy dziewczyny i kupa entuzjazmu. Od siłowni „Haleja”, przez OSiR, po CSM – pod okiem Fiodora, a potem solo. Pierwsze zawody, jak Liga BJJ w Lublinie, czy obóz z Grappling Kraków i Krystianem Grzejszczakiem, pokazały, że BJJ to nie tylko „kulanie się po macie”. To styl życia.
Życie Mówi „Sprawdzam”, Ale Sekcja Żyje
Rodzina, praca, a do tego bark, który znów zaczął marudzić – Mariusz musiał zwolnić z treningami. Ale jego sekcja? Ta machina wciąż pędzi! Dzięki chłopakom jak Koras (czarny pas), Kamil Czochra (czarny pas) i Mateusz Waśko (czarny pas i obecny trener), brazylijskie jiu-jitsu w Zamościu ma się lepiej niż kiedykolwiek. Ci goście to dowód, że pasja Mariusza zasiała ziarno, które wyrosło na konkretne drzewo sukcesów.
Po Co Ci Sporty Walki? Bo To Petarda!
Historia Mariusza to nie tylko wspominki starego wyjadacza. To dowód, że sporty walki – czy to BJJ, judo, karate kyokushin, czy boks – to sposób na to, by być twardszym niż życie. Uczysz się dyscypliny, pokory, a przy okazji możesz komuś (legalnie!) przyłożyć na macie. Brzmi jak plan? Wpadaj do Stronghold Extreme Sports Zamość i zacznij swoją przygodę. Ostrzegamy: wciąga jak serial na Netflixie!